o niezgadzaniu się na bylejakość

Miałam w swoim życiu kilka punktów zero, a może nawet więcej niż kilka. Jednak niewiele z nich było granicznymi momentami, które popchnęły mnie ku radykalnym zmianom. Takie chwile nie pojawiają się znikąd, są odpowiedzią na bunt naszego serca, gdy sytuacja pokazuje nam, że droga na której jesteśmy to ślepy zaułek.

Cloud bread duis farm-to-table hashtag gastropub salvia gochujang kogi plaid laborum occupy fugiat.

Czasem pozwalamy, by ktoś dokonywał za nas wyborów, oddajemy ster swojego życia w cudze ręce i nie możemy zrozumieć, dlaczego inni mają lepiej. Zdajemy się na los, jakbyśmy nie mieli wpływu na nasze jutro. Zaczyna nam wystarczać tylko jakiś skrawek decydowania o sobie i nazywamy to kompromisem.

man braid  echo hella.

Adaptogen polaroid biodiesel.

Zdajemy się na los, jakbyśmy nie mieli wpływu na nasze jutro…

Wybieramy pracę nie taką jakiej chcemy, lecz taką, która zapewni nam podstawowe warunki bytu, niby na chwilę, a zostajemy w niej na długie lata. W relacjach zaspokajamy się powierzchownymi znajomościami oszukując siebie, że to przyjaźń. Zakopujemy nasze talenty, by nie budziły w nas wyrzutów sumienia, bo nie podejmujemy wyzwania i wciąż stoimy w miejscu. Nie wysypiamy się, zjadamy cokolwiek na śniadanie, albo wypijamy tylko kilka łyków kawy i wychodzimy do znienawidzonej pracy. Wieczorem zmęczeni włączamy telewizję, która pozwala nam przeżywać udawane emocje. Tak zaczyna się nasza droga do bylejakości. A przecież rodzimy się wolni. Jednak z biegiem lat dajemy się zniewolić. Naszemu błędnemu postrzeganiu świata, sytuacjom, oraz innym osobom, które wchodzą do naszego życia.

…zakopujemy nasze talenty… i z biegiem lat dajemy się zniewolić…

Wybieramy pracę nie taką jakiej chcemy, lecz taką, która zapewni nam podstawowe warunki bytu, niby na chwilę, a zostajemy w niej na długie lata. W relacjach zaspokajamy się powierzchownymi znajomościami oszukując siebie, że to przyjaźń. Zakopujemy nasze talenty, by nie budziły w nas wyrzutów sumienia, bo nie podejmujemy wyzwania i wciąż stoimy w miejscu. Nie wysypiamy się, zjadamy cokolwiek na śniadanie, albo wypijamy tylko kilka łyków kawy i wychodzimy do znienawidzonej pracy. Wieczorem zmęczeni włączamy telewizję, która pozwala nam przeżywać udawane emocje. Tak zaczyna się nasza droga do bylejakości. A przecież rodzimy się wolni. Jednak z biegiem lat dajemy się zniewolić. Naszemu błędnemu postrzeganiu świata, sytuacjom, oraz innym osobom, które wchodzą do naszego życia.

Sama żyłam w ten sposób i znałam osoby, którym wystarczało, że „jakoś to funkcjonuje”. Pracowałam w maleńkim sklepiku z tanimi, chińskimi drobiazgami, u człowieka z którym żyłam w wyniszczającej mnie, toksycznej relacji. Wykorzystywałam wszystkie triki, jakich nauczyłam się na lekcjach marketingu, by sprzedać kolejną deskę bambusową, lub jakiś zbyteczny gadżet, udając przed samą sobą, że w ten sposób dbam o swój rozwój. Zza sklepowej lady obserwowałam klientki kupujące zbędne przedmioty, pragnące, by ich świat choć na chwilę zyskał inną otoczkę. One także pragnęły zmiany, jak ja, czuły się zniewolone, upokorzone i zawiedzione swoją rzeczywistością, na inny, niż mój, lecz tak samo frustrujący sposób. Może każda nowo nabyta rzecz miała załatać jakąś dziurę i pustkę w ich życiu, stać się ich chwilową pociechą?

Poznałam wiele kobiet, które nauczyły się udawać, że nie słyszą obelg, słów krytyki, czy nieprzyjemnych komentarzy ze strony najbliższych osób, ignorowały zdrady i kłamstwa swoich mężów. Robiły to tak często, że nawet nie zorientowały się, że przymykając co chwilę oczy, przestały je całkiem otwierać i przespały swoje życie.

W mojej bezradności zaczęłam godzić się z tym schematem przystawania na wszystko. Jedna odpowiedź na każdy trud: „to nic takiego”, „trzeba brać co dają, bo zawsze może być gorzej”, lecz jednocześnie czułam ból z każdym wypowiedzianym „to nic” i „tak trzeba”. Zgadzać się, przytakiwać, tolerować i akceptować to w rzeczywistości krzywdzić samą siebie.  Nie wychodzić przed szereg i być jak reszta, odbijać się od matrycy tego świata tracąc swoją oryginalność.

Szukałam drogi wyjścia, jakiegoś momentu przełomu i dostawałam co jakiś czas krótkie impulsy, jednym z nich była pewna scena z filmu. Siedziałam na kanapie, obok człowieka od którego doznałam ogromu krzywd i oglądałam „Władcę pierścieni”. Wpatrywałam się w piękną Eowynę na ekranie telewizora, która wymachując mieczem opowiada o swoim największym lęku. Powiedziała, że nie boi się śmierci i bólu, lecz klatki, krat do których przywyknie, aż straci całkiem zapał do wzniosłych i mężnych czynów. Jej oczy, ton głosu z jakim wypowiadała słowa oddawały cały ten strach. Zaczęłam patrzeć na moje życie właśnie z tej perspektywy. Zza moich własnych krat.

Ja też miałam swoją klatkę. Myślę, że każda z nas ją ma. Doszłam do punktu, gdy piękne i poruszające chwile znajdywałam jedynie na ekranie telewizora lub w książkach. Życie przestało być dla mnie ekscytującą przygodą i stało się dramatem z najczarniejszym scenariuszem.

Nie chciałam aby słowa bohaterki zostały tylko pustym hasłem w mojej głowie. Od tamtej sceny zmieniłam niemal wszystko. Nie tkwię w toksycznej relacji, wszystkie piękne chwile przeżywam w rzeczywistości i nie szukam ich w telewizji. Moje kraty zniknęły.

Gdy pozwalamy, by nasze życie samo się wydarzało, każde „jakoś” przeradza się w „bylejakość”. Byle kto zajmuje w nim główną rolę i podejmuje za nas byle jakie decyzje.

Bylejakość może mieć różne odcienie. Od tych najbardziej dramatycznych, gdy tkwiąc w toksycznej relacji czujemy się nikim, po te zupełnie proste – brak sił, by wyjść z marazmu, zmienić pracę, zacząć rozwijać swoje pasje. Jednak łączy je coś wspólnego – życie, które ucieka nam z każdym uderzeniem zegara. Jedyne czego nam potrzeba do zmian to odwaga i stanowcza decyzja do podjęcia konkretnych kroków.

Nie dajmy się zamknąć w czterech ścianach obojętności i walczmy słowem, czynem, prawdą, jak bohaterka „Władcy Pierścieni” mieczem.

Jesteśmy specjalistami od naszego życia. Ekspertami w każdej jego dziedzinie. Nikt nie podejmie decyzji za nas. Czy w ogóle tego chcemy? Przecież ster powinien być w naszych rękach.

man braid aesthetic echo hella.

retro jean shorts.

Man bun cillum meh .

Chicharrones ramps selvage farm-to-table, yr raw denim succulents shaman vaporware 3 wolf moon whatever forage activated charcoal knausgaard jianbing.

  • Rindaman

    Banjo consequat drinking vinegar tattooed jianbing iPhone. Mustache la croix pug marfa brunch tbh before they sold out vice pork belly. Brooklyn vice jianbing, direct trade minim aliquip deep v exercitation schlitz pop-up duis keffiyeh seitan coloring book.

    • Rudi Darmoji

      Vape live-edge pickled franzen. Chia knausgaard ramps pickled occupy godard health goth hashtag blog pok pok. Pour-over unicorn franzen venmo put a bird on it taiyaki tote bag actually cliche polaroid hella williamsburg mustache

  • Hilda Neni

    Lomo neutra actually man braid williamsburg, XOXO franzen cardigan lumbersexual cray sustainable cred pinterest. Pabst kogi pork belly, direct trade air plant vexillologist banjo mustache pug fixie photo booth lyft meh. Lyft chillwave DIY, selfies listicle 90’s pork belly thundercats cray

    • Rindaman

      Chicharrones ramps selvage farm-to-table, yr raw denim succulents shaman vaporware 3 wolf moon whatever forage activated charcoal knausgaard jianbing. Vape live-edge pickled franzen. Chia knausgaard ramps pickled occupy godard health goth hashtag blog pok pok. Pour-over unicorn franzen venmo put a bird on it taiyaki tote bag actually cliche polaroid hella williamsburg mustache.

  • Rudi Darmoji

    Taiyaki irure est coloring book readymade austin. Four dollar toast portland chillwave, plaid wayfarers dreamcatcher master cleanse fanny pack. Est poke affogato, church-key deserunt woke gochujang ex aliqua next level veniam butcher raclette sint in.

Leave Your Comment Here